poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Element zakłócający

Obrazy godne uwagi pojawiły się nagle tam, gdzie można by się ich najmniej spodziewać; niczego nie przeczuwając, weszłam sobie do domu Uphagena, chcąc osłodzić sobie popołudnie mieszczańską kulturą mieszkalną, i kiedy tak spaceruję sobie po przedpokojach pełnych barokowych mebli i biedermeierowskich krzesełek, nagle natrafiam na małą wystawę obrazów, które na pierwszy rzut oka zbywam jako epigonalną zabawę w impresjonizm, przyjemne pastelowe barwy, miło mieniące się kolory, całkiem to podobne do „sztuki”, którą sprzedaje się na ulicy turystom. Śliczne widoczki Gdańska, Żuraw o wschodzie słońca albo ulica Mariacka o zachodzie słońca.

Potem przesunęłam zmęczonym wzrokiem po obrazach, zirytowałam się: Coś tutaj się nie zgadza, i to zupełnie się nie zgadza. Dopiero co oglądany przymilny wizerunek Długiego Pobrzeża… z niemal doszczętnie zburzonym Żurawiem, ze stojących obok kamienic pozostał tylko rząd wyszczerbionych zębów. Na innych obrazach rozwalona Katownia, przygnieciona Brama Wyżynna, pustynia miejskich ruin. A wszystko to przedstawione na różowo i liliowo, w jednym szeregu, punkt po punkcie, tak łatwo przeoczyć, co te obrazy tak naprawdę przedstawiają…

Autorem tych dzieł jest Ignacy Klukowski, który miał znaczący udział w rekonstrukcji Gdańska i odrestaurowaniu wielu rzeźb i obrazów. Wyglądałoby więc na to, że Klukowski nim zabrał się do odbudowy, musiał najpierw uwiecznić zniszczenie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza