wtorek, 4 sierpnia 2009

Brawo Milordzie

...właśnie pod moim oknem jakiś bezdomny pcha obładowany wózek, wychylam się i słyszę jak śpiewa: Laissez-vous faire, Milord, venez dans mon royaume.
Na głowie ma wyświechtany kapelusik góralski z muszelkami, jego głos wypełnia mój pokój. Tak w ogóle wygląda oblicze Gdańska w parku, 100 metrów od gwarnego centrum miasta. W czasie porannej kawy w ciągu dziesięciu minut zaobserwowałam kolejno kilkoro ludzi, którzy przeszukiwali ten sam kosz na śmieci. Jeden z nich stosował szczególnie zmyślną technikę, grzebiąc długim kijem także w kontenerach na szkło i makulaturę.

Poza tym w parku, w gęstych zaroślach jałowca, mieszka czarny kocur. Obserwuję go, gdy starsze panie dokarmiają go czerstwymi bułkami. Myślę, że dobrze się mu powodzi. Przed chwilą gnał po trawniku, goniąc za wyimaginowaną myszą.

...i jeszcze coś, co mogę napisać tylko w blogu, bo w przypadku powieści od razu pojawiłyby się zarzuty co do konstrukcji tego obrazu i że oparty jest na powielonych wzorcach: Tak samo jak w poprzednio opisanych sytuacjach, czyli w trakcie porannego gapienia się przez okno, zobaczyłam trzech kominiarzy. Przechodzili przez ulicę, jeden z nich schylił się i próbował przywołać do siebie czarnego kocura. Kot zastygł na chwilę w bezruchu, po czym zniknął w jałowcach. Pozostali dwaj kominiarze roześmiali się.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza